Holenderska tolerancja na wyzysk polskich robotników. Przyczyny i co dalej [Analiza]

Historia się powtarza: „Sprowadzili gastarbeiterów, a w zamian dostali ludzi”

NRC Handelsblad o wyzysku robotników sezonowych

Polscy imigranci sezonowi w Holandii „dojnymi krowami”- stwierdza gazeta NRC Handelsblad. Jaka jest reakcja polskiej ambasady?  Piszemy też o tolerancji dla wyzysku migrantów zarobkowych UE, czyli o istniejącej w Holandii od ponad 10 lat patologii. I jej przyczynach.

W pierwszej części pt. „Polscy imigranci sezonowi w Holandii „dojnymi krowami” omówiliśmy artykuł opublikowany w gazecie NRC Handelsblad, w którym dwaj dziennikarze ujawnili wyzysk zagranicznych robotników tymczasowych w szklarniach Westlandu.

Teraz publikujemy analizę red. naczelnej Małgorzaty Bos-Karczewskiej w tej kwestii.

Słabe instytucje

Teraz zapytam się podobnie, jak dziennikarze NRC: dlaczego instytucje holenderskie tak słabo działają? Dobre pytanie, odpowiedź banalna.

Każda instytucja holenderska zajmuje się swoim wycinkiem zadań i brak jest całościowego podejścia do problemu – tak tłumaczą to dziennikarze w NRC Handelsblad.

Inspektorat SZW nadzoruje warunki pracy (bezpieczeństwo, godziny pracy), SNCU monitoruje zgodność z CAO sektora pracy tymczasowej. Nadzorowanie warunków zakwaterowania leży za to w kompetencji gminy.

Dodam, że to także brak zasobów. Organizacja SNCU działa zbyt wolno, procedury sprawdzające wloką się miesiącami. Podobnie jest z Inspekcją Pracy.

Związki zawodowe mają ograniczone możliwości, by walczyć z pracodawcami w sądzie o prawa polskich robotników. No i można jeszcze dodać – mają po prostu inne priorytety i własne bolączki, jak np. spadek liczby członków, muszą więc same zabiegać o przetrwanie.

Liczba członków największej centrali FNV stale maleje, w ciągu ostatnich 19 lat związek stracił 170 tysięcy osób, a granica 1 miliona członków tuż tuż. Tymczasem  trzeba jeszcze walczyć o płace i emerytury holenderskich pracowników.

W NRC m.in. obszerny artykuł – reakcja polskiej dyplomacji w Hadze, fot. Polonia.nl

Reakcja polskiej ambasady – 5 trafnych uwag

Najpierw drobne wyjaśnienie. Do redakcji portalu Polonia.nl poszkodowani Polacy piszą maile skarżąc się na wyrządzaną im krzywdę.

Czytaj: „Oni nas nie chcą, ale potrzebują”. Niderlandzka dziennikarka odkrywa świat polskich robotników tymczasowych, ich frustracje i niepewność

Od lat zajmujemy się monitorowaniem i opisywaniem wyzysku naszych rodaków w Holandii i jako redakcja wiemy, co się dzieje. Dlatego możemy śmiało ocenić reakcję ambasady.

  1. Nareszcie. Reagując na doniesienia NRC Handelsblad o wyzysku Polaków w Holandii, Marcin Czepelak – polski ambasador w Hadze i Renata Kowalska – konsul generalna odczuwają najwidoczniej ulgę.

Kwitują to w NRC Handelsblad jednym słowem – nareszcie. Nareszcie jakieś holenderskie media  poważnie odniosły się do tego, co w Holandii dzieje się z polskimi imigrantami zarobkowymi.

Tym bardziej, że mamy właśnie za sobą małą burzę w holenderskich mediach, która przetoczyła się w marcu br. podczas kampanii wyborczej do sejmików wojewódzkich (Provinciale Staten). W niej pomawiano Polaków o nadużycia w pobieraniu zasiłków dla bezrobotnych WW tj. zabieranie ich do Polski na wakacje – nie do szukania pracy. Podobnie było z pierwszą jej odsłoną na jesieni, czytaj nasz artykuł pt. Tysiące Polaków w Holandii popełnia oszustwa z zasiłkami dla bezrobotnych

Polecamy: „Agencje pracy wpędzają Polaków w Holandii w zasiłek WW” – opinia red. naczelna Polonia.nl w „De Volkskrant”

  1. Bezskuteczne interwencje. Ambasador Czepelak wyjaśnia, że jego trzykrotne interwencje u ministra spraw społecznych Woutera Koolmeesa w sprawie poniżających praktyk agencji pracy wobec naszych rodaków, nie przyniosły efektów.
  1. Tolerancja. „On wie, co się dzieje. Jednak holenderski rynek pracy to chronieni pracownicy na stałych kontraktach i pracownicy tymczasowi, praktycznie bez żadnych zabezpieczeń. To jest sprawa polityki krajowej – mówi polski dyplomata rozmowie w NRC. Ambasador zaleca, by minister pofatygował się do miejsc, gdzie Polacy są zatrudniani i by w końcu ponakładać kary pieniężne.

Konsul Renata Kowalska z kolei zauważa, że przypadki złych warunków pracy (łamanie reguł BHP) są znane haskiemu ministerstwu, jednak „przymyka ono na to oczy”.

  1. Zero odpowiedzialności. Nikt nie poczuwa się do odpowiedzialności po stronie holenderskiej za zagranicznych robotników – twierdzi ambasador. Brak jest jednego punktu składania skarg przez migrantów.
  1. Niewidoczni Polacy. Niezwykle trafna jest ta uwaga ambasadora, dlatego cytujemy ją w całości:

„W Niderlandach istnieje rodzaj równoległego społeczeństwa zagranicznych pracowników sezonowych, którzy są niewidzialni dla większości Holendrów. Oni nie są uczestnikami tutejszego życia społecznego. To po prostu siła robocza. I nic więcej”. Po męczącym dniu pracy mają do wybory siłownię lub alkohol. Są z dala od rodziny i piją – czytamy w NRC.

Jaki jest zatem sens tych słów?

Polacy są mile widziani jako tani robotnicy, ale niechciani jako ludzie

– tak można ująć sedno  dyplomatycznej wypowiedzi ambasadora. Cała rozmowa z polskim ambasadorem w NRC Handelsblad znajduje się pod tym linkiem

Sedno sprawy

Wniosek spinający klamrą to, co się dzieje, jest znany, także Holendrom. To maksyma szwajcarskiego pisarza Maksa Frischa, dotycząca pierwszej fali migracji zarobkowej w Europie w latach 60. minionego wieku:

„Sprowadzili gastarbeiterów, a w zamian dostali ludzi.”

Ze importeerden gastarbeiders maar kregen in plaats daarvan mensen – tak to brzmi po niderlandzku.

Kadr z programu „Nieuwsuur”‚ (wrzesień 2018 r.), ujawniający rzekome nadużycia Polaków w pobieraniu zasiłku WW

Wyzysk tolerowany od lat i ignorancja

Wniosek nasuwa nam się sam: w Holandii od ponad 10 lat działa rodzaj patologicznego układu, tj. tolerancji dla procederu wykorzystywania migrantów UE.

Nikt nie jest na serio zainteresowany, aby to zmienić. Brakuje bodźców i siły sprawczej, przede wszystkim po stronie samych poszkodowanych, czyli stronie polskiej: państwa i migrantów.

Chcąc zrozumieć, dlaczego Holandia na początku XXI wieku cierpi na taką patologię,

trzeba powiedzieć to, o czym NRC nie pisze ani ambasador RP nie mówi.

A chodzi o  samoregulację sektora pracy tymczasowej i klimat społeczny wokół migracji zarobkowej. Jak w każdej patologii – u jej źródeł leży wiele czynników. Mówmy więc o przyczynach, a nie o objawach.

Samoregulacja sektora

Nad sektorem agencji pracy tymczasowej nie ma nadzoru państwowego. Działa tutaj od końca lat 90-tych XX wieku – kiedy pojawiły się pierwsze tego typu agencje – inny, liberalny mechanizm.

Jest on w pełni sankcjonowany przez władze Holandii – to mechanizm tzw. samoregulacji sektora.

Polega to na tym, że  w ramach tejże samoregulacji sektor sam reguluje swoje działania, np. by przywoływać zrzeszone w nim firmy do  porządku. I po to powstało np. SNCU, by zadbać o stosowanie CAO.

Państwo trzyma się od tego z daleka – sektor (biznes) ponosi własną odpowiedzialność i koniec dyskusji. A że agencje działają ocierając się o granice prawa lub je nawet przekraczając?

To, niestety, skutek niechciany i niepożądany, lecz tolerowany.

Co dalej?

Ten bardzo sympatyczny gest redakcji NRC Handelsblad, jakim jest komentarz redakcyjny mocno piętnujący wyzysk i  zachowanie branży agencji pracy tymczasowej, to wezwanie do wyciągnięcia wniosków.

„Pracodawcy, którzy współpracują z agencjami zatrudnienia, oferując niewiarygodnie niskie stawki, działają bezprawnie, nieprzyzwoicie, niemoralnie i muszą zostać za to ukarani.

Branża, która umożliwia takie sytuacje, musi stopniowo wyciągnąć wnioski. Politycy i urzędnicy powinni zadać sobie pytanie, czy słaba pozycja tych pracowników tymczasowych nie kwalifikuje się do korekty. Takie nadużycia nie pasują do nowoczesnego kraju” – pisze redakcja NRC Handelsblad w komentarzu redakcyjnym 2 kwietnia 2019 r.

Polecamy: Pracujesz w Holandii-  jak sprawdzić, czy twój pracodawca jest wiarygodny

Co na to politycy? Ano, szkoda dla reputacji

„To szkoda dla reputacji branży – sektora agencji pracy tymczasowej oraz dla reputacji Holandii” – tak ujął to minister spraw socjalnych Wouter Koolmeester (D66) po debacie w parlamencie w minioną środę. Przyznał rację ambasadorowi Czepelakowi, tym samym zachowując się wiarygodnie, bo faktom nie można zaprzeczać,  czy też bawić się w hipokryzję.

Ciekawe teraz, jaka będzie reakcja samej branży  i

czy weźmie się ona za wyplenienie wyzysku robotników sezonowych?

Zmienić zachowanie agencji będzie bardzo trudno, bo te powstają jak grzyby po deszczu i ściągają wciąż nowych ludzi. Z kolei duże agencje wiedzą, jak pilnować swego interesu. Czy samoregulacja teraz zadziała, czy raczej  zobaczymy zasłony dymne?

Bardzo dużo  zależy od presji społecznej, nie tylko po stronie holenderskiej, ale i polskiej.

Do tanga potrzeba dwojga

Do tanga potrzeba dwojga. Po stronie polskiej nie ma, niestety, partnera potrafiącego huknąć pięścią w stół, czy jakiegoś lobby lub organizacji imigranckiej, która by mogła walczyć o interesy migrantów UE.

Zapraszamy na debatę 24 kwietnia w Amsterdamie m.in. o migracji zarobkowej w Holandii

Do stworzenia takiej organizacji po stronie polskiej doszło w 2011 r., lecz bez wsparcia organizacyjnego i finansowego organizacja po roku zwinęła żagle. Z kolei holenderskie NGO – organizacja Lize, mająca być zalążkiem lobby dla unijnych migrantów zarobkowych w Holandii – padła w 2015 r., bo Haga nie dała na to subsydiów.

Migrancie unijny, radź sobie sam – było i jest dewizą Hagi.

W efekcie migranci unijni są wystawieni (częściowo także wskutek własnej bierności) na łaskę agencji pracy tymczasowej.

Marne szanse

Szanse na zmianę podejścia do unijnych migrantów zarobkowych są dość kiepskie, bo problem wyzysku unijnych migrantów (Polaków) w Holandii nie ma swojego  właściciela ani w Holandii ani w Polsce ani w Brukseli.

Ludzie ci znajdują się miedzy „Scyllą i Chyrybdą”, są niewidocznym pionkiem w polityce europejskiej i holenderskiej (kraju zatrudnienia), jak również  polskiej (kraju wysyłającego). Są traktowani jak bezpański pies.

Jest godnym potępienia, że tych ludzi tak mało się szanuje.

Reakcje na artykuł proszę przesyłać na adres: info@polonia.nl