Leżące na południe od Hagi miasto Delft słynie z… Tak, macie rację, słynie ze swojej unikatowej niebieskiej porcelany. Nie wszyscy jednak wiedzą, że ten historyczny ośrodek oferuje przyjeżdżającym gościom o wiele więcej i można tu wspaniale spędzić czas na starym mieście, w muzeach, pubach ze świetnym piwem i odwiedzić holenderski Wawel.

Delft nie przytłacza swoją wielkością (liczy około 100.000 mieszkańców), ma za to w swoim charakterze coś z niderlandzkich małych miasteczek z ich urokliwymi rynkami, wąskimi uliczkami i spokojem udzielającym się turystom, którzy tu zabłądzili.

PolecamyUrk i Marken – inna twarz Holandii. Niejednego zaskoczy

Zacznij od rejsu po kanałach

Jeśli przyjedziecie tu pomiędzy kwietniem i październikiem, to warto wybrać się na rejs po licznych i szerokich kanałach Delft, a zobaczycie z łodzi wspaniałe kamienice (wiele z początków XVI wieku i starszych), zabytkowe gmachy i wszechobecną zieleń.

O historii miasta opowiedzą wam ciekawie lokalni przewodnicy (zwykle to studenci, a przy okazji mieszkańcy Delft), a bilety kosztują 8 euro – dorośli i 4 euro – dzieci. Wszystkie szczegóły pod tym linkiem

A potem pieszo

Gdy już opuścicie wycieczkową łódź, to wybierzcie się na pieszy spacer po rynku i wąskich uliczkach Delft pamiętając, że kataklizm II wojny światowej szczęśliwie ominął jego zabytkowe centrum, dlatego wiele układów architektonicznych zobaczycie tu takimi, jakimi widział je np. Johannes Vermeer – XVII-wieczny malarz i bodaj najsłynniejszy obywatel miasta.

Polecamy: Ameland – jedna z sióstr Wysp Zachodniofryzyjskich. Cudowne miejsce na wakacje

Jedno z najlepiej znanych dzieł Vermeera zatytułowane jest „Widok Delft” i sami możecie sprawdzić, co widział artysta tworząc obraz, bo znajdziecie miejsce na starym mieście (jest oznaczone), z którego rozpościera się niemal identyczny widok, jak przed wiekami.

Zajrzyjcie też do Oude Kerk, bowiem w tym kościele znajduje się grobowiec wielkiego malarza.

Błądząc po uliczkach Delft z pewnością miniecie Oostpoortbrug – ostatnią bramę miejską, która przetrwałą do naszych czasów, czy posąg Hugo Grocjusza – urodzonego w XVI w. holenderskiego prawnika, filozofa i dyplomaty, zwanego ojcem międzynarodowego prawa.

Odwiedź rodzinę królewską

Będąc w Delft wejdźcie koniecznie do znajdującego w centrum starego miasta Nieuwe Kerk – kościoła budowanego przez 100 lat (od 1397 do 1496), który możemy uznać za holenderski Wawel. W podziemnej krypcie znajdują się bowiem miejsca ostatniego spoczynku niderlandzkiej rodziny królewskiej.

PolecamyHolenderskie streken, czyli Niderlandy od innej strony

Tutaj zobaczycie także wspaniały grobowiec Wilhelma I Orańskiego, zwanego ojcem-założycielem Niderlandów (to o nim mówi hymn Holandii), który właśnie w Delft został zamordowany – miejsce jego śmierci możecie zobaczyć w muzeum, o którym za chwilę.

Pozostając jeszcze w Nieuwe Kerk – jeśli macie dobrą kondycję, to warto wspiąć się na kościelną wieżę (uwaga – jej wysokość to 115 m i 376 stopni!), skąd przy dobrej pogodzie widać doskonale zarówno Rotterdam, jak i Hagę.

Muzeum Prinsenhof i ślady po kulach

Wilhelm Orański został zamordowany 10 lipca 1584 r. w klasztorze w Delf, w którym obecnie mieści się muzeum Prinsenhof. Do tej pory możecie tu zobaczyć zabezpieczony szklaną szybą ślad po trzech kulach, które zabiły założyciela Niderlandów.

W muzeum znajduje się wspaniała kolekcja z „okrętu flagowego” Delft, czyli charakterystyczna niebieska ceramika, która rozsławiła miasto, ale nie tylko, bo jest tu również bardzo ciekawy zbiór niderlandzkiego malarstwa.

Wizyta w muzeum uzmysławia, jak wielki wpływ miało niegdyś Delft na całą Holandię, będąc ośrodkiem kultury, sztuki, ale także handlu. Strona muzeum tutaj

Po zwiedzaniu miasta możecie usiąść w jednej z licznych knajpek i pubów, a zamawiając któreś z rzemieślniczych piw pamiętać, iż w XV w. w Delft było 200 producentów tego napoju!

Fot. archiwum redakcji