Czy oni nie mogą być choć trochę delikatniejsi? Muszą tak od razu – między oczy? Bezpośredniość Holendrów dla wielu Polaków przybywających do tego kraju może być szokująca. Czy to musi boleć? Nie musi. Wystarczy zrozumieć zasady.

Męczysz się przy wejściu pod górkę, a twój ukochany holenderski mąż pnie się przed tobą i nawet nie spojrzy? A pomóc by tak nie mógł?!

Twój kolega z pracy woła: hey, Wim!, a ty bledniesz, bo widzisz zbliżającego się dyrektora. – Wyleją go z pracy, czy nie wyleją? – dumasz.

W sklepie wylatują ci z ręki zakupy. I zaraz otacza cię wianuszek Holendrów z dobrymi radami, jak sobie poradzić z kłopotem. – Niechby się lepiej który ruszył i ze mną pozbierał! – myślisz wściekła.

Koleżanka skrytykowała twoją najnowszą fryzurę, zaraz jak tylko weszłaś do pracy. Sąsiad spytał, czy masz reumatyzm, bo ostatnio tak jakoś krzywo chodzisz (a ty właśnie walczysz z odciskiem na stopie).

Arogancja? Brak manier? Ależ skąd. Doświadczasz na sobie znaczenia słowa „bespreekbaarheid” oznaczającego zdolność mówienia o wszystkim i prosto z mostu.

Bezpośredniość przed empatią

Szok kulturowy, jaki przeżywają Polacy przybywający do Holandii, polega m.in. na zderzeniu z zupełnie innym sposobem komunikowania się, jaki tutaj obowiązuje. Bezpośredniość Holendrów jest u nich ważniejsza od empatii.

W Niderlandach owijanie w bawełnę, „żeby nie urazić” jest postrzegane jako coś podejrzanego. Gdy będziesz to robił, stracisz wiarygodność. Masz problem z tą bezpośredniością? Trudno. To twój problem, rozwiąż go.

Jeśli potrzebujesz pomocy – poproś, a nie czekaj, aż ktoś się domyśli. Nie prosisz? To znaczy, że poradzisz sobie sama/sam.

Bądź asertywny, ta umiejętność ułatwi ci tutaj życie, np. w zetknięciu z holenderską służbą zdrowia, nadmierna delikatność – utrudni przetrwanie.

Nie wywyższaj się

Zaskakuje brak hierarchii w stosunkach w pracy. Pełen egalitaryzm. Wszyscy mówią sobie po imieniu, niezależnie od sprawowanej funkcji, a wielogodzinne narady, w których udział bierze management i przedstawiciele załogi firmy są na porządku dziennym.

Nie należy się wywyższać. Każdy ma takie same prawa. Opinia pracownika waży tyle samo, ile opinia jego przełożonego. W biznesie, jak w życiu, obowiązuje bezpośredniość.

Prywatność bez zasłon

W Holandii nikogo nie dziwi, że para w kawiarni przy stoliku obok toczy dyskusję o jej życiu seksualnym, czy problemach ze zdrowiem. I wszyscy to słyszą.

Nikt nie zaprotestuje przeciwko głośnej rozmowie współpasażerów w pociągu (poza specjalnymi strefami ciszy) i nie zwróci uwagi sąsiadowi-melomanowi, żeby słuchał muzyki nieco łagodniej.

Nie ma zasłon ukrywających prywatność, w języku i obyczajach. Dokładnie tak, jak w oknach holenderskich domów. Masz ochotę, możesz zajrzeć, co akurat robią ich mieszkańcy.

Niech ci jednak nie przychodzi do głowy opowiadać, jaki piękny masz dom czy świetny samochód i ile zarabiasz. Lepiej też o to nie pytaj. Tak, sprawy związane z poziomem życia, zwłaszcza wyższym, uznawane są przez bezpośrednich Holendrów za tematy, których poruszać nie wypada.

Surowe zasady, wprowadzone niegdyś przez kalwinizm, widoczne są nadal w mentalności i zachowaniu Holendrów mimo, iż 3/4 z nich (wg badań z marca 2016 r.) deklaruje, iż nie wyznaje żadnej religii.

Fot. Pixabay