„Rabunkowa gospodarka w szklarniach”. Polacy w roli głównej

228

Hektary szklarni w Westland niedaleko Hagi. W nich ponad 30.000 Polaków pracujących przy zbiorach kwiatów i warzyw. Obraz? Rabunkowa gospodarka. Warunki nie tylko pracy, ale także zamieszkania, leczenia i płacy urągają wszelkim holenderskim normom. Tyle tylko, że żaden Holender na coś takiego się nie zgodzi. Polacy tak. I boją się protestować.

Naszymi bohaterami są Polacy: Bartek Rajski (lat 38) i jego koledzy z wynajmowanego od agencji pracy domku w Naaldwijk. To oni odważyli się na rozmowę z holenderskim dziennikarzem i rysują szokujący obraz ich sytuacji w Holandii, a całość przedstawia w gazeta „De Telegraaf” (z 4 listopada br.) w obszernym artykule pt. „Rabunkowa gospodarka w szklarniach”.

Gazeta ta znana raczej z tego, że czytamy w niej o pijackich ekscesach naszych rodaków w Niderlandach, przestępczości i wypadkach samochodowych. Tym razem jest inaczej. Skala niewolniczej pracy Polaków (ci są w większości), ale także Rumunów, Bułgarów i innych przyjezdnych z krajów Europy Środkowej i Wschodniej w sektorze rolnictwa i ogrodnictwa jest niebywała.

Zapomnij o cywilizacji

Bartek i jego koledzy wymieniają całą litanię nadużyć wobec Polaków pracujących w szklarniach Westlandu. Oto te, o których pisze holenderska gazeta:

  • przepełnione miejsca zakwaterowania (np. 16 mężczyzn w jednym domku), wilgoć, zimno (za przekręcenie termostatu na wyższą temperaturę grożą kary finansowe), szczury w lokalach;
  • zbyt wysokie opłaty za lokale mieszkalne, zwłaszcza w stosunku do ich standardu;
  • nieprzestrzeganie przepisów bezpieczeństwa pracy – często zdarzają się uszkodzenia palców i dłoni wskutek braku zabezpieczenia części tnących maszyn używanych przy zbiorach warzyw i kwiatów;
  • nagminny brak zapłaty za godziny nadliczbowe;
  • praca po 55 godzin (i więcej) tygodniowo;
  • umowy o pracę skonstruowane w sposób niezgodny z przepisami i z CAO (zbiorowe układy pracy), na niekorzyść zatrudnionych;
  • zaniżanie składek na ubezpieczenie zdrowotne, albo nawet brak ich opłacania przez agencje pracy tymczasowej;
  • opóźnianie wypłat, nieuzasadnione potrącenia z pensji;
  • molestowanie seksualne młodych kobiet.

Przykłady można mnożyć. Według Hansa Thunnissena, właściciela biura doradczego PolskaPorada, które pomaga polskim pracownikom w Westlandzie, traktowanie ich w sposób urągający człowieczeństwu trwa od lat. – Kto narzeka, jest natychmiast uciszany, pojawiają się nawet fizyczne groźby. Niepokornych wyrzuca się na ulicę jak starą szmatę – mówi w gazecie „De Telegraaf” Thunnissen.

Zaciśnij zęby i milcz

W takiej sytuacji praktycznie nikt nie odważy się iść do sądu, choć ma prawo, a holenderski wymiar sprawiedliwości wydaje surowe wyroki w takich sprawach. Gazeta podaje przykład: w październiku br. zapadł wyrok w sprawie agencji pracy Voorne Putten, która otrzymała nakaz zapłaty polskiej pracownicy kwoty 28.000 euro (!) tytułem zaległych płac i nieuzasadnionych potrąceń.

Do biura PolskaPorada trafiają także Polki zgłaszając poważne przypadki molestowania seksualnego. – Gdy przyjeżdżają z Polski autobusy z nowymi pracownikami, to starsze kobiety są natychmiast odsyłane do kraju, ale młode blond dziewczyny otrzymują pracę od ręki. Niektóre agencje twierdzą, że to poprawia estetykę miejsca pracy! – opowiada Thunnissen.

Jak znasz angielski, to twoje szanse na uzyskanie pracy przez agencję spadają. Taki pracownik jest groźniejszy, może się przecież porozumieć, poznać i dochodzić swoich praw. Polak potrafiący mówić tylko po polsku nie zrobi tu nic i wszystkiemu się podporządkuje.

Od lat holenderski wymiar sprawiedliwości, prokuratura, administracja podatkowa, Inspekcja Pracy (kontrolująca zasady i bezpieczeństwo pracy) walczą z agencjami łamiącymi prawa pracowników, szczególnie w rolnictwie. I od lat ponoszą porażki. Co więcej, proceder niewolniczej pracy pojawił się również w innych branżach, jak np. w budownictwie, centrach dystrybucji, budowie statków, transporcie i przemyśle mięsnym. Tam też pracuje wielu cudzoziemców, w tym Polaków.

Skala zjawiska jest już tak duża, że protestować zaczęli sami Holendrzy – uczciwi właściciele firm. Powód? Koszty pracy, jakie ponoszą, nie pozwalają na uczciwą konkurencję na niderlandzkim rynku. Ten, kto przyzwoicie traktuje personel i mu dobrze płaci zawsze będzie droższy od oszusta. To stawia go od razu na trudniejszej pozycji.

W ubiegłym roku dwie trzecie pracowników w rolnictwie i ogrodnictwie miało zagraniczne obywatelstwo. W większości byli to Polacy. Według Masja Zwart z FNV (jeden z największych związków zawodowych w Holandii), ich eksploatacja stała się już regułą.

OD REDAKCJI: Ciekawe, czy artykuł odbije się jakimś echem w haskich ministerstwach. Poruszane w nim problemy są już dość stare acz wciąż aktualne.

Informowaliśmy o nich specjalną parlamentarną komisję ds migracji zarobkowej z Europy Środkowej w maju 2011 r. czytaj. Wniosek nasuwa się sam: niektóre sprawy w Holandii są ewidentnie tolerowane. W tym przypadku brak grup nacisku odgrywa ważną rolę, bo chcesz coś zmienić – trzeba działać.

Masz pilne pytanie? Zadaj je redakcji tutaj